Happy Feet: Tupot małych stóp (2006)

nie dla dzieci

tytuł oryginalny: Happy Feet
technika dominująca: CGI
rok: 2006
czas trwania (bez napisów): 95 minut
studio: Warner Bros., Village Roadshow Pictures, Kennedy Miller Productions, Animal Logic, Kingdom Feature Productions
reżyseria: George Miller
scenariusz: Warren Coleman, John Collee, George Miller, Judy Morris
muzyka: John Powell
budżet: 100 mln $
wpływy: 384 mln $

[SPOILER] artykuł zdradza szczegóły dotyczące zakończenia utworu

George Miller, reżyser „Mad Maksa”, zdecydował się zrobić film dla dzieci. Niestety elementy wrażliwości charakterystyczne dla sensacyjnych produkcji przełomu lat 70. i 80. pozostają widoczne w „Happy Feet”.

Happy Feet

Pobieżny rzut oka na fabułę nie powoduje obaw rodziców. Przez prawie 100 minut obserwujemy życie rozśpiewanej społeczności pingwinów cesarskich, wśród których zdolności wokalne stanowią jedyny wyznacznik plemiennej hierarchii. Główny bohater (Mambo) w ogóle nie potrafi śpiewać. Za to świetnie stepuje. Początkowo odrzucony – później, dzięki swoim zdolnościom i determinacji, ratuje stado przed głodem i zdobywa zainteresowanie wymarzonej samicy (Glorii).

Happy Feet

Happy Feet

Sam pomysł na animowany musical dla dzieci z pingwinami w roli głównej okazał się strzałem w dziesiątkę. Rewelacyjne wyniki finansowe przekraczają m.in. osiągnięcia „Casino Royale” – odcinka przygód z Jamesem Bondem z tamtego okresu. Twórcy, czując w powietrzu zapach sukcesu, pracowali nad filmem w tajemnicy, ukrywając temat pod fikcyjnym tytułem „Cat Don’t Dance”.

Happy Feet

Happy Feet

Ani o stronie wizualnej (przepiękne lodowe pejzaże), ani dźwiękowej nie można powiedzieć złego słowa. Usłyszymy znane utwory w nowych wersjach m.in. The Beatles, Steviego Wondera, Elvisa Presleya czy Queen. O stronie realizacyjnej niech świadczy fakt, że Prince początkowo nie chciał się zgodzić na wykorzystanie utworu „Kiss”, ale po obejrzeniu wstępnej wersji obrazu zmienił zdanie. Ponadto specjalnie do „Happy Feet” napisał piosenkę „Song of the Heart”, za którą otrzymał Złoty Glob.

Happy Feet

Ambitne aranżacje w wykonaniu gwiazd takich jak Hugh Jackman, Nicole Kidman czy Robin Williams, sprawiły ogromne kłopoty autorom polskiej wersji językowej. Z jednej strony bezsensowne wydaje się wycinanie oryginalnych hitów muzycznych i nagrywanie ich od początku z przetłumaczonym tekstem. Z drugiej strony słowa piosenek zawierają istotne dla filmowej akcji sformułowania. Dlatego część piosenek przetłumaczono, a część zostawiono w oryginale. Zapewne całą ekipę kosztowało to dużo wysiłku, ale efekt niestety nie prezentuje się zbyt spójnie. Po prostu tego filmu nie dało się dobrze zdubbingować.

Happy Feet

Happy Feet

Nie można przemilczeć najważniejszej nagrody, jaką zostało nagrodzone „Happy Feet” – oscarowej statuetki dla najlepszego pełnometrażowego filmu animowanego. Jednak wyróżnienie to należy tłumaczyć raczej słabą formą konkurencji. Australijską produkcję dotyka choroba częsta wśród musicali. Jest nią brak płynności fabuły, która przypomina momentami zlepek przypadkowych scen nie mających ze sobą wiele wspólnego. Poza tym film przez pierwsze pół godziny najzwyczajniej nudzi. Sytuację ratuje przebojowa grupa pingwinów białookich, która skutecznie rozkręca akcję i wnosi na ekran nieco orzeźwiającego humoru.

Happy Feet

Na tym kończąc rozważania warsztatowe, przejdźmy do najważniejszego: uzasadnienia, dlaczego ten film znalazł się w kategorii nieodpowiednich dla dzieci.

Happy Feet

Po pierwsze uderzający jest stopień seksualizacji tego dzieła. Trudno nawet mówić o podtekstach w dialogach, bo bohaterowie nie próbują ukrywać, o co im chodzi.
–- Za mało jest na świecie miłości. Odwróćcie się do sąsiada! W górę płetwy! Poczochrajcie go troszkę, a potem bara-bara –- mówi Guru Lowelas (Lovelace). W innym miejscu proponuje:
–- Może wszyscy pójdziemy się porozmnażać?
A później dodaje:
–- Udam się teraz do mojej samotni i będę przedłużał gatunek. No, moje panie, która najpierw?

To tylko wierzchołek góry lodowej. Podobnych tekstów jest więcej. Komunikatów seksualnych można doszukać się również w sferze wizualnej. Więcej na ten temat pod koniec recenzji.

Happy Feet

Po drugie niepokoi sposób przedstawienia postaci ojców. Zarówno ojciec Glorii, jak i ojciec Mambo błędnie oceniają sytuację swoich dzieci. W dodatku ojciec Mambo, w przeciwieństwie do matki, nie akceptuje swojego syna. Sam mówi o sobie, że ani jednego dnia nie był dobrym ojcem. Pocieszenie, które Mambo słyszy od kolegi („mi też stary powtarzał, że jestem nieudacznikiem”) również nie napawa optymizmem. Podobnie starszyzna pingwinów, niejako ojcowie całego stada, to postacie strachliwe i mylące się w ocenie rzeczywistości. Wniosek dla dziecka płynie jeden: ojciec to głupek, nieudacznik i tchórz. Niezależnie od przekonań religijnych i wyznawanych wartości, rodzicom powinna zapalić się czerwona lampka.

Happy Feet

Happy Feet

Po trzecie film niesie przesłanie ateistyczne. Pingwiny wyznają wiarę w Wielkiego Pingwina, który „napełnia nasze serca pieśniami, a żołądki rybą”. Należy się tutaj uwaga, że tak jak Aslan z książek C. S. Lewisa przypomina Chrystusa, tak Wielki Pingwin przypomina raczej Latającego Potwora Spaghetti z książek i konferencji R. Dawkinsa. Żadne tłumaczenie, że autorzy chcieli tu wyśmiać błędnie rozumianą religijność, a nie religię w ogóle, nie wchodzi w grę. Podczas seansu nasze dziecko usłyszy zawoalowane kpiny z modlitwy o dobre plony, przywiązania do tradycji, czy przestrzegania przed rozwiązłością.

Happy Feet

Happy Feet

Te powody w zupełności wystarczą, żeby zrezygnować z pokazywania „Happy Feet” dzieciom. Ale oprócz rozważania świadomej części fabuły, rozszerzmy analizę o treści ukryte głębiej.

Chociaż zasadniczo na tym blogu nie rozważamy komunikatów podprogowych, ponieważ przy dzisiejszej technice można je ukryć w sposób idealny, to jednak zróbmy tu specjalny wyjątek. Otóż około 28. minuty filmu zakochana para (Mambo i Gloria), wyskakując z wody na lód, ślizga się po nim przez kilkanaście sekund, nie mogąc odzyskać równowagi. W tym czasie ich ciała układają się w cztery pozycje seksualne, z których każda trwa od kilku do kilkunastu klatek (1 sekunda = 24 klatki).

Zastanówmy się, czy to nie złudzenie. Postać o żółtym ubarwieniu to Gloria. Czy w każdej z tych czterech pozycji znajduje się „na swoim miejscu”? Żeby nie przekroczyć granicy dobrego smaku w tych rozważaniach przejdźmy od razu do wniosków. Tak więc jeśli przyjmiemy, że tego typu obrazy mają oddziaływać na podświadomość, to przecież nie ma znaczenia który z nich jest na górze, a który na dole. Pingwiny wyglądają tu na tyle uniseksualnie, że mogłyby się nazywać dokładnie odwrotnie.

Happy Feet podprogowe

Zostańmy jeszcze na chwilę przy pierwszej pozycji. Jest ona szczególna z tego względu, że jej pojawienia się, nie można w ogóle uzasadnić. Nagłe odgięcie się górnego pingwina przeczy siłom, jakie na niego działają. Spadł z dużej wysokości, a więc ogromna siła powinna wgniatać go w dół. Jeśli miałby się odbić od dolnego pingwina, to dlaczego pozostaje do niego przyklejony? Niektórych może dziwić takie „fizyczne” podejście do sztucznej przecież animacji komputerowej. Ale wystarczy zapoznać się ze współczesnymi albo dawnymi podręcznikami dla animatorów, żeby dowiedzieć się, jak istotne jest właśnie rozpatrywanie ruchu w ten sposób. Odsyłam do książki „The Animator’s Survival Kit” Richarda Williamsa oraz do 12 podstawowych zasad animacji wg Disneya. To ujecie wiele zyskałoby na płynności, gdyby górny pingwin jednak nie wyginał się w górę.

Jeśli przyjmiemy, że ułożenie pingwinów w ciągu tych kilkunastu sekund faktycznie nie jest przypadkowe i występują tu nawiązania do pozycji seksualnych, to musimy zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy i intencjami, które za tym stoją.

1.
Najprostsze wyjaśnienie to żart animatora. Pewien samotny animator-żartowniś, prywatnie koneser pornografii, mógł zdecydować, w tajemnicy przez swoimi przełożonymi, że ruch animowanych postaci ułoży się w taki właśnie sposób. Czy mógł faktycznie? Trzeba zrozumieć, że nad superprodukcją o budżecie 100 mln dolarów pracują tysiące ludzi. Nawet najsprawniejsze studia pracują nad pełnometrażowym filmem animowanym 3-4 lata. To, że mamy co roku premierę nowego filmu tego samego studia oznacza, że trwają tam nieustanne prace nad kilkoma filmami jednocześnie. Przy żadnym ujęciu nie pracuje tylko jedna osoba. To niemożliwe, ponieważ kto inny animuje postać, kto inny oświetla cyfrową scenę, a jeszcze kto inny komponuje wszystkie warstwy nadając im ostateczny wygląd. Poza tym, zanim do pracy przystąpią animatorzy, powstaje storyboard, czyli coś na kształt komiksu ze wszystkimi ujęciami filmu. Różne bywają stopnie dokładności storyboardów, więc tu jeszcze podtekstów seksualnych w analizowanym ujęciu mogło nie być. Jednak w kolejnym etapie tworzy się animatic. To bardzo uproszczona animacja, często bez elementów 3D. Mimo, że wygląda jak poruszająca się wycinanka, to dzięki niej wiadomo dokładnie, ile trwa każde ujęcie. Trudno podjąć decyzję, ile klatek ma trwać ujęcie, bez precyzyjnego zaplanowania jak mają poruszać się pingwiny. Jednak nawet gdyby animatic nie zawierał tych pozycji i zostałyby one dodane później, to i tak musiały się o tym wiedzieć liczne osoby zaangażowane w produkcję. Nie mógł być to również żart grupy szeregowych pracowników, a decyzja ich przełożonych. Mógł o tym zdecydować reżyser, choć nie tylko on. To zależy od tego, jak dużą swobodę dawał swoim współpracownikom.

2.
Ok. Żart pojedynczego człowieka wykluczyliśmy. Co dalej? Występowanie tego rodzaju obrazów to jeszcze nie dowód na istnienie masońskiego spisku. Ktoś mógł uznać, że stosując tego rodzaju obrazy przekaże nam istotną dla fabuły treść. Powyższe pozycje jakoś nam się kojarzą i wzbudzają pewne emocje, ale nie zauważymy ich w kinie na tyle wyraźnie, żeby dotarły do naszej świadomości. Niewinni twórcy chcieli nam przez to przekazać, że Gloria i Mambo mają się ku sobie. Nie tylko zachwycają się swoimi talentami, ale również podobają się sobie fizycznie. Świetnie. Ta opcja wydaje mi się całkiem prawdopodobna. Tylko dlaczego taki zabieg stosuje się w filmie dla dzieci?!

3.
Niestety poza drugą opcją, opisaną powyżej, istnieje jeszcze trzecia, czyli celowe zakodowanie tego typu obrazów w umyśle dziecka. Ha! Na to wszyscy czekaliśmy! Masoni, trzy szóstki i zapach siarki…
–- Po co? –- pyta sceptyczny głos w głowie młodocianego zwolennika spiskowej teorii dziejów.
–- Może w tym samym celu, w jakim w reklamach stosuje się komunikaty podprogowe? –- odpowiadam.
–- No dobrze, więc jaki to cel?
–- Nie wiem. Tutaj mogę tylko insynuować. Wszyscy wiemy, jak łatwo dostępna jest dzisiaj pornografia. Nawet małe dziecko może trafić przypadkowo na kanał porno. Może to właśnie po to? Jak zobaczy rozebranych aktorów w akcji, to pomyśli: „tak, tego mi brakowało, to zawsze siedziało w mojej głowie”.
–- Jaki w tym interes twórców bajki dla dzieci?
–- Może ktoś im zapłacił? Nigdy nie uzbierałem 100 mln dolarów na film, ale myślę, że to trudne.
–- Jesteś nienormalny. Kto miałby za to płacić?
–- Przecież nie muszę Ci tłumaczyć, jakimi metodami ZSRR prowadziło przez dziesięciolecia wojnę z Zachodem. Pamiętasz „List miłos
ny do Ameryki” Bezmienowa. Demoralizacja to etap na drodze do przewrotu.
–- To głupie uzasadnienie. Film jest dostępny na całym świecie, a czasy się zmieniły. Kto miałby walczyć w ten sposób i przeciwko komu? Korea Północna przeciwko całemu światu?
–- Nie, to nie musi być element wojny między państwami. Ktoś może liczyć na inne korzyści. Przecież wielu zarobi na rozseksualizowanym społeczeństwie niepanującym nad swoimi popędami. To byłaby dobra inwestycja dla producentów pornografii, prezerwatyw czy narzędzi aborcyjnych, ale też dla wszystkich ludzi, którym marzy się nieograniczona władza…

W tym momencie sceptyczny głos zamilkł.

w skrócie:
+ piękne, zimowe scenerie
+ muzyczne hity w świetnych aranżacjach

– nawiązania do seksu w dialogach
– postacie ojców przedstawione w negatywny sposób
– ateistyczne przesłanie
– niespójność w tłumaczeniu, część tekstów po angielsku
– podprogowe komunikaty seksualne

Reklamy

13 thoughts on “Happy Feet: Tupot małych stóp (2006)”

  1. Szczerze? Oglądałam film jako dziecko i nie zauważyłam żadnego z „seksualnych” elementów, dopiero z wiekiem pojawiły się skojarzenia. A określenie „bara bara” znałam z serii gier The Sims i rozumiałam je tylko jako „przedłużenie gatunku” właśnie, bez wnikania w szczegóły. Wniosek? Trzeba być dorosłym, żeby widzieć te rzeczy.

    Polubienie

    1. Dzięki za komentarz. Nie potrafię znaleźć innych, niż podane powyżej, argumentów za nieodpowiedniością „Happy Feet” dla dzieci. Więc, jeśli Cię to nie przekonuje, to pokazuj, propaguj, oglądaj. Mogę tylko dodać, że inni recenzenci również zauważają seksualne elementy. Tak Salwowscy, jak i nie-Salwowscy: http://www.filmweb.pl/reviews/Moulin+Rouge+na+lodzie-3686 http://kulturadobra.pl/happy-feet-tupot-malych-stop/ „Oglądałam film jako dziecko” – to ile masz lat, jeśli można spytać? To przecież dość niedawny film…

      Polubienie

  2. O matko czytając ten tekst mam wrażenie że pisał to jakiś konkretny katol który wychowuje dziecko w przekonaniu że bociany przynoszą dzieci. W każdej bajce ktoś doszukuje się jakiegoś podtekstu seksualnego. Czy to nie jest chore.?

    Polubione przez 1 osoba

  3. 1. Myślę, że większość moich zarzutów wobec tego filmu broni się niezależnie od przyjętego wyznania. 2. Nie mam dzieci. 3. Z tym doszukiwaniem się podtekstu seksualnego w każdej bajce masz dużo racji. Na szczęście przeważnie nic nie znajduję, o czym świadczą wcześniejsze teksty niż dwa ostatnie. Pozdrawiam.

    Polubienie

  4. Jak dla mnie ten film to jedna wielka klisza. Jak kazdy film o tanczeniu. Zawsze to samo – zero pomysłu. Tylko, że zamiast aktorów są pingwiny.

    Polubienie

  5. Hmm… Moim zdaniem wątek Wielkiego Pingwina wygląda zupełnie inaczej! To wręcz nawiązanie do Chrystusa. Mambo jest tą osobą, która jak Chrystus wprowadza swój lud w nową epokę, nie odrzucając „starego boga”, a jedynie mówiąc „musimy zrobić coś nowego, nie możemy się bać”. Stare pingwiny są jak żydowscy kapłani, którzy bojąc się o swoją władzę, skazują go na śmierć (wygnanie). Wyprawa Mambo w poszukiwaniu kosmitów jest dla niego doświadczeniem równie traumatycznym jak dla Chrystusa bycie kuszonym na pustyni. Naprawdę dziwię się, że autor tekstu nie zauważył tak oczywistych podobieństw do historii z Nowego Testamentu!

    Jeśli chodzi o wątek ojców-nieudaczników to polecam obejrzeć drugą część filmu, która jest niejako pochwałą ojcostwa – jest tam nawet piosenka o tym, jak syn postrzega swojego ojca jako bohatera. Prócz tego film pierwszy ukazuje przebaczenie – Mambo ma czyste serce i bez zastanowienia daje swemu ojcu drugą szansę.

    Z jednym się jednak zgodzę – to nie jest film dla dzieci, małych zwłaszcza. Nawet dla mnie jest ciężki w odbiorze, przynajmniej w wersji polskiej, której piosenki nie są dubbingowane. Po angielsku wszystko jest 190 razy bardziej spójne.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Kilka dni temu po przeczytaniu Pańskiej recenzji postanowiłam obejrzeć film. Moim zdaniem w filmie działo się za mało akcji i wraz z każdą minutą stawał się nudniejszy. I teraz jeśli chodzi o fabułę, to jest mało rozbudowana. Jedynie o co tu chodzi, to o śpiew godowy, co większość dzieci nie zainteresuje. I moim zdaniem pokazuje ona, że jak nie masz talentu to nie masz miejsca w tym świecie. Nie znajdziesz przyjaciół i partnera. A jak masz talent, (w tym przypadku śpiewać), to wszyscy Ciebie kochają i wielbią, nie patrząc na charakter, więc w mojej opinii nie jest to pozytywna nauka płynąca dla dziecka. Jedynie co mnie wzruszyło, to końcowy moment, kiedy ludzie zaczęli mówić: „A co mnie obchodzą pingwiny i ich jedzenie?!”
    I tutaj uczymy się, aby nie być obojętnym. No a te sceny… Nie ma sensu tak pauzować i patrzeć w jakiej są pozycji. Co innego te teksty… Nie nadają się dla młodszych dzieci. Pozdrawiam i dziękuję za recenzję.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Ludzie opamiętajcie się….opisywane tu bajki są dla dzieci a nie dla dorosłych.To nie jest ambitne kino.No i wszędzie ten „straszny” seks.Jest takie powiedzenie….”głodnemu chleb na myśli”.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Cieszę się jednak, że dzięki moim tekstom znalazła Pan/Pani odpowiedni film dla swojego dziecka. Pozdrawiam.

      Polubienie

  8. część tych ich tekstów może być takie mrugnięcie okiem do rodziców żeby się za bardzo nie nudzili jak przyjdą z dzieckiem. wiadomo, że nie wszystkie tematy są odpowiednie dla każdego wieku ale nie ma co a nawet nie należy robić jakiś szopek z tych tematów przed dzieckiem i paranoicznie ich ukrywać bo dzieciak w jakiejś fobii się nabawi.
    nie wiem jak w filmie nawiązanie religijne wygląda ale dawne ludy też składały hołd bożkom za jedzenie itp. tak jak np. w mitilogii

    Polubienie

  9. Tak, bo na pewno 10 letnie dziecko zna znaczenie słowa „bara-bara”, czy też zna te rzekome pozycje seksualne, które tam występują. Przecież dzieci nie zwracają uwagi na takie podteksty, bo zwyczajnie nie mają o nich pojęcia.

    Radzę nie puszczać dziecku Shreka, bo tam jest dopiero pełno podtekstów. Jeszcze się biedne zgorszy..

    Polubienie

  10. Po obejrzeniu Happy feet zainteresowałam się kwestią tańca u pingwinów i dowiedziałam się tego, czego się domyślałam: pingwiny mogą przetrwać czas wysiadywania jajek dzięki zapasom tłuszczu zgromadzonym wcześniej…czyli gdyby tańczyły i stepowały, traciłyby niebezpiecznie zgromadzone tłuszcze (https://www.youtube.com/watch?v=MfstYSUscBc). Dla mnie zmienia to diametralnie odbiór filmu: okazuje się, że negowanie tradycji i pokazywanie skrajnego indywidualizmu jako postawy bezwzględnie pozytywnej jest błędne.
    Zgadzam się z oceną, że w filmie jest za dużo dialogów i skojarzeń erotycznych.
    Natomiast co do ateistycznego przesłania – takie było moje wrażenie po filmie, natomiast nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Kat może mieć rację – jest coś z konfliktu Jezusa ze starszyzną żydowską w starciu Mambo ze starszyzną wspólnoty pingwinów.
    Motyw relacji Mambo z ojcem bardzo mi się podobał, może odrobinę przerysowany, ale możliwy – ojciec nie radzi sobie z poczuciem winy, nie pozwala sobie na akceptację syna. A przebaczenie ze strony Mambo i odbudowa ich relacji jest piękna.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s